Deszcz pada przez całą niedzielę. Do kościoła zamierzałem pójść na godz. 11 w Sopocie i nie udało się. Później, na 13. , też nie, mimo, że umówiłem się z przyjaciółmi z Gdyni.Potem miałem plan na 18. we Wrzeszczu, jednak ciągle stawało coś na przeszkodzie. I tak, deszczowy, mglisty listopadowy dzień zapadł w równie ponurą noc. Jadę samochodem, czarny asfalt świeci kolorowymi światłami odbitymi od ulicznych latarni i reklam. Trójmiasto jest  jest coraz piękniejsze, jego nocny urok wprowadza mnie w dobry nastrój. Dzisiaj na Mszę, coś uparcie mnie ciągnie, mimo późnej już pory. Decyduję, że jednak pojadę na mszę ostatniej szansy do dominikanów.

Msza w bazylice p.w. św. Mikołaja w centrum starego Gdańska. Tu zawsze o godzinie 21.00 odprawiają ją dominikanie.Lecz,  od kiedy odkryłem, że gospodarze tego miejsca pomijają postać św. Jacka, o czym już pisałem  czytaj tutaj, niezbyt chętnie do nich przyjeżdżam, mimo, że wiem, iż nie ma lepszego kaznodziei, niż obecny przeor klasztoru.

Msza ostatniej szansy u św. Mikołaja to popularne nabożeństwo. Kiedy jestem pod kościołem nie mogę znaleźć miejsca na zaparkowanie, krążąc uliczkami starego miasta robię drugie okrążenie świątyni i nie znajduje kawałka wolnego miejsca. Chyba wszyscy mieszkający tutaj kupili sobie samochody i parkują na ulicach. Katastrofa komunikacyjna - myślę sobie, wszystko się uparło, aby mi przeszkodzić. Chcę wracać do domu. Wreszcie robiąc coraz większą pętlę przybliżając się do Motławy,  parkuję przed kościołem św. Jana. Efekt krążenia - spóźniłem się na początek Mszy. Wchodzę do środka, półmrok, bazylika wypełniona tłumem ludzi. Tuż za drzwiami ledwo co znajduję miejsce stojące .

Przeor, jak zawsze o tej porze, celebruje nabożeństwo. Dziś ewangelia wg św. Jana o końcu świata. W homilii w zaskakujący sposób mówi o filmie „Rok 2012” i o tym, że w tej dacie kończy się kalendarz Majów wyznaczający podobno koniec ludzkich dziejów. Przeprowadza rozważanie, o dobrym i złym czasie o starym i nowym świecie.  Przesłanie kazania jest jasne - o tym, kiedy ten świat się skończy wie tylko Bóg Ojciec, a Pan Jezus daje nam pocieszenie, że z końcem świata jest jak z gałązką oliwną, kiedy kwitnie to wiemy, że nadejdzie lato a po nim czas owocobrania i dalej nastąpi zima, tylko po to, aby znów nadeszło lato, nie jest to więc wizja katastroficzna.  Każde kazanie Przeora to dla słuchaczy wielkie przeżycie intelektualne i duchowe, ukazujące częstokroć wiarę i prawdy teologiczne inaczej nieco, niż robią to księża diecezjalni. W tym, moim zdaniem, jest siła kaznodziejska przyciągająca do niego wiernych a szczególnie tłumnie młodzież z Trójmiasta. Chyba nikt w Trójmieście nie potrafi tak dobrze  głosić Słowo Boże do młodych jak on.

W modlitwie za Kościół za zmarłych i żyjących w prośbie o zmiłowanie nad nami wszystkimi, abyśmy zasłużyli na udział w życiu wiecznym wspomina on ojca Zakonu - św. Dominika i św. Jacka. Imię św. Jacka chyba po raz pierwszy słyszę tu w tej modlitwie, ale nie pamiętam dokładnie. Może się mylę i było tak zawsze, że wspominano w tym momencie założyciela klasztoru i prowincji.  Może więc niepotrzebnie dotykam tych spraw pisząc o "zacienianiu" postaci św. Jacka. Jeśli wspomina się imię św. Jacka w zwykłym wieczornym nabożeństwie to już jest coś.

200908042050kaplica__mikolaja

Zachęcam się do sprawdzenia, czy może już i kaplica św. Jacka jest otwarta i zdjęto z wejścia do niej ścianę z desek, zasłaniającą wnętrze. Razem z wiernymi idącymi po Komunię przesuwam się do przeciwnej nawy kościoła, i na jej końcu ukazuje się kaplica św. Jacka. Widzę, że nic się nie zmieniło, jak na zdjęciu obok, które było ilustracja do poprzedniego artykułu na ten temat sprzed kilku miesięcy.

Panuje półmrok, wnętrze jest słabo oświetlone. Nagle, spoglądam ponad wejście do kaplicy i dreszcz przebiegł mi po plecach.  Na ścianie ku sklepieniu, dostrzegam ogromny cień postaci człowieka w habicie -  to św. Jacek z Eucharystią trzymaną w wyciągniętej ku górze ręce- rozpoznaję go łatwo, jak wtedy na Placu św. Piotra.

- Miraż światła? Postać jest olbrzymia! Patrzę i pojmuję, że jest to rodzaj podpisu nad kaplicą, imieniem widzialnym tylko dla tych co patrzą w górę, zastępujący nieistniejącą tabliczkę informacyjną przed wejściem, która tu powinna być. cien_0151

Niesamowite. Wyciągam telefon z aparatem fotograficznym, robię zdjęcie o marnej jakości,  ale dość wyraźne. ( zdjęcie powiększa się po kliknięciu na nie) Boże, myślę jak to się stało, że technicy robiący oświetlenie kościoła skierowali reflektory tak, że mała figura św. Jacka stojąca na piętrze bocznego ołtarza Matki Bożej Różańcowej,  dała tak wspaniały i wyraźny cień pokazujący kto mieszka w tej tajemniczej i zabitej deskami kaplicy. Nie ma po co pisać do Ojców Dominikanów z Gdańska próśb o tablicę, nie jest już potrzebna żadna tablica z informacją do kogo należy ta kaplica. Mieszkający tu święty sam ją podpisał na ścianie własnym cieniem.

Po zakończeniu Mszy, Przeor informuje o wizycie sióstr z Klasztoru Dominikanek z Wilna i zaprasza jedną z nich do zabrania głosu. Ciepłym serdecznym tonem Siostra opowiada o historii powstania, roli i misji zakonu kobiecego o potrzebach domu w Wilnie. Za przekazaną ofiarę można zapisać na kartce intencję w której siostry będą się modliły. Za to zdjęcie, zrobię i ja ofiarę na rzecz potrzeb klasztoru w Wilnie - postanowiłem.

Jako jeden z ostatnich wychodzę z kościoła. Przed wyjściem znajduję nową marmurową tablicę, mówiącą o historii tej świątyni, jednak bez słowa o historycznych zasługach św. Jacka dla tego miejsca.  Ufundowało ją Zrzeszenie Kaszubsko Pomorskie, i nikt im nie podpowiedział o roli w historii Kaszubów, tego potężnego cudotwórcy,  patrona Polski i krzewiciela wiary. Np.o kontracie kaszubskiej można przeczytać tutaj

Siostry kwestują przed Kościołem. Cieszę się, że dzisiaj oprócz kart kredytowych mam w portfelu niedrobne pieniądze. Myślę oddam wszystkie co mam siostrom i poproszę o modlitwę w intencji św. Jacka, aby kult jego nie zanikał. Kwestująca Siostra Dominikanka, to młoda ładna kobieta, zauważam. Składam ofiarę a ona podaje mi kartkę i długopis, abym napisał intencję. Ale zaraz dodaje życzliwie - Może Pan wysłać mailem - E-mailem? – pytam z zainteresowaniem w głosie i lekkim niedowierzaniem od początku bowiem na portal jackowy ludzie przesyłają intencje do św. Jacka, aby wspólną modlitwą internautów wyjednać jego łaski

- Tak, e-mailem - odpowiada. Wręcza mi obrazek z Matką Bożą Ostrobramską. Na odwrocie jest e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Biorę obrazek - Oczywiście prośbę wyślę e-mailem. Uśmiecha się i mówi - Bóg zapłać za dar. - Szczęść Boże Siostro – odpowiadam.

Rozglądam się wokół. Wszystkie samochody zniknęły z centrum Gdańska, tylko na bocznych uliczkach  gdzieniegdzie ktoś parkuje, jest po dwudziestej drugiej - miasto usypia. Daleko, aż pod św. Janem widzę swoje auto i pustą przestrzeń przed nim. Ojcze Jacku -życzliwie pomyślałem o Przeorze - dzięki. Oni wszyscy tu przyjechali,  aby z ust twoich słuchać Słowa. Takim był i Twój Patron głosząc je w tym miejscu, przecież również i dla Ciebie.

W pamięci widzę cień św. Jacka na ścianie nad Kaplicą. Po powrocie do domu piszę intencję.

Drogie Siostry Dominikanki z Wilna módlcie się aby kult św. Jacka nie ginął. www.jacek.iq.pl

Dwa dni później.

Odpowiedź od Sióstr nadeszła szybciej niż zdołałem opublikować to wspomnienie.

A oto ona z pięknym obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej nadesłanym w e-mailu

Drogiemu Panu

serdecznie dziękuję za pomoc i zaufanie! Bóg zapłać! Pana intencję (jakże nam bliską!!) polecamy orędownictwu Matki Bożej Miłosierdzia z Ostrej Bramy.

Szczęść Boże

siostry dominikanki z Wilna m_b_ostrobramska