Z podziękowaniem dla Pana Błażeja Bubnowicza za rozmowę i za źródła naukowe do tego tekstu (68)(69)(70)

"Psy Pańskie" pozostawiły w Kamieniu Pomorskim ślad łapy psa, aby przypomnieć o ich zasługach dla tego miasta.

Kult św. Jacka, powszechny kiedyś na całym świecie, był cenną wartością wzmacniającą Kościół, był rodzajem skarbu duchowego. Pozwolono, aby ten skarb rozproszył się i zaginął na drogach historii. To co robimy, jest pasjonującym poszukiwaniem śladów po tym skarbie. Św. Jacek wskazuje swoją obecność w różnych miejscach a to przez gołębia, a to przez cień na ścianie. Teraz, odkrywam go w Kamieniu Pomorskim,  w równie dziwny sposób, poprzez ślad łapy psa, zachowany przez stulecia na cegle, mającej nadto kształt w rodzaju krzyża. Cegłę znaleźli archeolodzy podczas wykopalisk w miejscu, na którym w XIII wieku stał klasztor dominikański, założony tu przez św. Jacka -jako trzeci w Polsce. Znalezisko, po opisaniu zostało zainwentaryzowane i może być unikalnym dowodem materialnym z tamtych czasów. Teraz znajdującym się pod pieczą Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że odkrycie następuje, zaraz po tym, jak na portalu publikujemy artykuł pt " Oswoić św. Jacka ", przypominajacy nam, że Dominikanie to przecież i "Pańskie Psy". Uznaję ten trop psa odciśnięty na cegle w kształcie krzyża, za tajemniczy symbol, wskazującym na wielkie odkrycia archeologiczne jakich można spodziewać się w miejscu znalezienia tego ułomka muru. Przecież wzgórze, na którym stoi obecne miasto jest świadkiem historii sięgającej czasów jackowych i dalej. Klasztor dominikański zawsze był nekropolią. Na jego terenie grzebano najznamienitszych mieszkańców miasta i regionu. Ich szczątki zapewne spoczywają pod sklepieniami piwnic, na terenie jeszcze nie tkniętym łopatą archeologa ( tak było w Gdańsku na terenie dawnego klasztoru ). Przywrócenie ich współczesności może być nowym walorem turystycznym i historycznym dla tego pięknego miasta, budzącego się ponownie do świetności. Obecność Dominikanów Prowincji Polskiej w tym miejscu i ich wiekowa akcja, jest dowodem pierwotnego związku miasta i Pomorza Zachodniego z Polską.

Kliknij na zdjęcia a powiększą się

cegla_z_lapa_01
  cegla_podpis_01

Kamień był stolicą księstwa i stolicą biskupstwa. Jego dawną wielkość pokazuje obraz na tym linku. W mieście powstały dwa klasztory dominikańskie. Głównym zabytkiem sięgającym czasów przybycia braci z Krakowa jest katedra, matka kościołów na Pomorzu Zachodnim. Historię miasta odkrywa archeolog a jednocześnie Dyrektor Muzeum Ziemi Kamieńskiej Pan Grzegorz Kurka. Okoliczności spotkania z nim zaliczam do tych nadzwyczajnych, które są za bardzo tajemnicze,  aby były przypadkowe. Jacek Odrowąż z Zakonu Kaznodziejów, przybył z bullą papieską w towarzystwie braci do Kamienia przed 1228 rokiem. Przypłynęli  Odrą, będącą autostradą średniowiecza, w czasie niewiele dłuższym od obecnie trwającej podróży pociągiem. Przybyli, aby ustanowić tu północną granicę słowiańskiej prowincji zakonu, oraz hamować postępującą germanizację. Podzielone księstwo pomorskie między Barnima I szczecińskiego i Warcisława III dymińskiego było atakowane przez Branderburgię i Meklemburgię w tym czasie rówmież straciło tereny wschodnie na rzecz Świętopełka gdańskiego, krakowscy dominikanie byli ratunkiem dla księstwa. Pozostały dokumenty świadczące, że książę Warcisław III przyjął głosicieli ewangelii z radością, widząc w nich bezpośrednich wysłańców Jezusa Chrystusa przysłanych na naszą ziemię dla naszego zbawienia - tak brzmią jego słowa zapisane w dokumentach (...). misto_idzim

Widok miasta przed końcem XVI wieku, powiększa się po kliknięciu na nim

W uznaniu ich statusu i powagi misji, rycerska rodzina Czesława oddaje im w 1228 kościół św. Idziego (kościoły były wówczas własnością prywatną). Książę dodaje im plac przylegający do kościoła, a biskup Konrad poświadcza te nadania. Wielka była siła sprawcza organizatorów prowincji dominikańskiej, skoro władcy udzielali im schronienia i oddawano im na własność istniejące kościoły, tak było również w Krakowie i Gdańsku i innych miejscach. Aż trudno to sobie wyobrazić, wiedząc jak dzisiaj władza kombinuje, aby nie oddać Kościołowi, tego co mu zrabowała w poprzednim systemie. Chcąc przypodobać się nowym zakonnikom władza oddawała im swoje mienie. Dominikanie krakowscy ze św. Jackiem, również jako przedstawicielem silnego i wpływowego w Europie rodu Odrowążów, gwarantowali protekcję i trwały związek polityczny książąt pomorskich z piastowskimi, chroniąc ich w ten sposób, tak przed krwiożerczą ekspansją niemiecką, jak i duńską. Dominikanie zbudowali tu dwa klasztory, jeden w grodzie z kościołem św. Idziego a drugi za murami bliżej ludności zamieszkującej podgrodzie.  Łupieżcza wyprawa Brandenburczyków w 1308 mimo, że dokonała zniszczeń w mieście nie osiągnęła celu, zbóje wycofali się. Dominikanie obecnością swą gwarantowali, że każda agresja przeciwko ziemiom pomorskim mogła spotkać się z potępieniem Papieża, zapewne groźbą ekskomuniki cofali zbójów z pod bram miasta. W tym sensie, ich pobyt tutaj był rodzajem misji protekcyjnej i stabilizacyjnej. Taki ONZ w białych habitach, którego żołnierze pracowali na ulicach i rynkach głosząc kazania, w klasztorach prowadził szkoły zakonne, szpitale. Byli źródłem postępu cywilizacyjnego i siłą polityczną. Dzisiaj się o tym nie mówi, mimo oczywistych i znanych przykładów działania misji w krajach trzeciego świata. Z punktu widzenia Zakonu, Pomorze, Prusy i Ruś był to średniowieczny Trzeci Świat. Liczni historycy kwitują to stwierdzeniem, że oczywiście zakonnicy rozpalali kaganek wiedzy, lecz najchętniej to pościli, biczowali się i w najróżniejszy sposób umartwiali. Aby znaleźć odpowiednie rozumienie miejsc i spraw trzeba spojrzeć na średniowiecze inaczej. Są historycy, nazywający ten okres "złotym średniowieczem". Największymi miastami  Europy były, na południu Palermo, na północy aglomeracja Wolińska wokół Zalewu Szczecińskiego przez którą przechodził szlak morski z Hamburga do Nowogrodu. Kamień, leżący nieopodal Wolina,  był ekskluzywnym warownym miejscem, ośrodkiem władzy księcia i biskupa, stolicą pogranicza Słowian. Przez trzysta lat dominikanie z polskiej prowincji, strzegli polskości tego miejsca, założyli w Kamieniu dwa klasztory i nie dopuścili innych zakonów. Jeden z klasztorów załozonych przez kamieńczyków jest obecnnie na terenie Niemiec, mino, że kiedyś należał do dominikańskiej Kontraty Kaszubskiej Prowincji Polskiej.  Zakonnicy kamieńscy nie doczekali się kanonizacji swego brata Jacka w 1594 r. Najpierw zostali zdradzeni przez sejmik w Trzebiatowie w 1534 r, który wybrał luteranizm dla Zachodniego Pomorza w następstwie tego, musieli opuścić klasztory, później reszty dopełnił pożar w 1582r. Przez następne trzysta lat nie było tu dominikanów. Żywioł niemiecki zadbał, aby nic po nich nie pozostało. W naszych czasach powinniśmy przywrócić im należne miejsce w historii tej ziemi. Trzeba również móc powiedzieć niemieckim turystom, że ich przodkowie żyli w mieście zbudowanym na polskim korzeniu.

Znalezienie cegły z odciskiem łapy psa wpisuje się w przygody jackowe. Tak było i tym razem.

Jak zwykle podróżowałem samochodem. Tym razem z Międzyzdrojów do Gdańska. Początkowy plan wykluczył pobyt w niedalekim Kamieniu Pomorskim. Coś jednak plan zmieniło, miałem więc czas i mogłem jechać przez Kamień. W takich sytuacjach zawsze dzwonię do Iwony, aby dowiedzieć się co dostępna wiedza mówi o kolejnym Jackowym miejscu. Iwona jest niezawodna. Oddzwania - Kamień Pomorski, stare miasto. W czasach Jacka i dominikanów będące w rozkwicie. Dzisiaj nic nie pozostało po dominikanach. Historycy ciągle coś nowego odkrywają o ich dziełach na Pomorzu, ale jest tego niewiele. Tak naprawdę to "pascal", tylko pisze, ze gdzieś odnaleziono kawałki cegieł z ich klasztoru. Są one podobno przechowywane w katedrze. Katedra jest świadkiem tamtych czasów, a w niej coś co można uznać za chrzcielnicę sprzed dwunastego wieku, stoi na terenie wirydarza. Ale katedra- ta jest wspaniała - i tu Iwona zaczyna długi wykład o katedrze. Kończąc wysyła mi sms-em telefony do: proboszcza, plebanii i muzeum. Powiada - Zadzwoń, to może ktoś ci kościół otworzy. Ani się spostrzegłem a już dojechałem do Dziwnowa, skręt w prawo i jadę na Kamień. Dzwonię pod przesłane numery - wszystkie głuche, nikt nie odbiera. Trudno, najwyżej popatrzę sobie na miasto i na katedrę. Za chwilę jestem w Kamieniu. Pięknie położone nad wodą miasteczko. Łatwo odnajduję katedrę. Pierwsza niespodzianka, kościół nie jest zamknięty, choć pora popołudniowa. Kładzie na kolana zniewalający urok wnętrza ceglanego gotyku.  Kiedy, klęcząc rozglądam się wokół, okazuje się, że jestem tu prawie sam. Gdzieś pod przeciwległą ścianą modli się kobieta. Zza kolumn dostrzegam jednak i drugą postać, to mężczyzna- wygląda, jakby spacerował i nie przypomina turysty kręcącego wokół głową. Chyba kościelny, albo ksiądz po cywilnemu - myślę sobie. Podchodzę i pytam. - Proszę Pana, szukam pozostałości po klasztorze dominikanów w Kamieniu, może Pan coś wie?- Wiem, że był taki klasztor, ale nic po nim nie pozostało. - Wyczuwam zainteresowanie mego rozmówcy - jest nim jak się okazało Pan Mirosław Perdziak, więc pytam jeszcze o chrzcielnicę i czy słyszał o św. Jacku. O Jacku coś słyszał, chrzcielnica zaś, jest - jedna gotycka w środku katedry- druga może być w wirydarzu. Niestety teraz wirydarz zamknięty, bo Pani Jadzia na chwilę wyszła z kluczami. Może Pan zwiedzić wystawę- proponuje. Przystaję na propozycję - Pan, bowiem okazuje się pracować w katedrze przy wystawie zabytków. Na szczęście Pani Jadzia wraca za chwilę. 

chrzcielnica_01   

Pan Mirosław prosi o otwarcie drzwi do wirydarza, i wchodzimy, ku mojemu zaskoczeniu do pięknego ogrodu, otoczonego krużgankami. Pan Mirosław wskazuje na rosnący tu kilkuset letni dąb, obok również stary ostrokrzew i tuję- drzewo śródziemnomorskie o pniu mającym więcej niż metr średnicy. Jest i kamienna chrzcielnica a może to studnia? Robię sobie pamiątkowe zdjęcie z Panem Mirosławem, który za chwile pozostawia mnie, abym mógł pobyć sam w tym miejscu. Wyobrażam sobie, ze przy tej chrzcielnicy stał zapewne i św. Jacek. Dlaczegóż by nie! - Kiedy wracam po chwili do katedry, spotykam ponownie Pana Mirosława i panią Jadwigę. Pytam o cegły o których wspomina przewodnik pascala.- Może są gdzieś w skarbcu- odpowiada Pani Jadzia. Jak wszystkie średniowieczne wnętrza skarbiec robi wrażenie, zebrano tu wiele pamiątek, jednak cegieł nie znajdujemy. Rozstając się, podejmuję ostatnią próbę i pytam Panią Jadzię o położenie klasztoru dominikanów. Wie, że jest to miejsce niedaleko katedry. – Ale co tam będę panu tłumaczyła, zadzwonię do dyrektora muzeum, poproszę, aby przyszedł, on lepiej zna sprawę. Bierze komórkę i dzwoni. Po czym oznajmia – Pan Dyrektor zaraz przyjdzie. Czekam, nieco zdumiony pewnością stwierdzenia. Rzeczywiście za kilka minut podchodzi do nas dwóch młodych ludzi. Pani Jadzia przedstawia jednego z nich- Pan Dyrektor Muzeum. – Grzegorz Kurka - mężczyzna podaje rękę - jestem archeologiem. - Błażej Bubnowicz jestem historykiem i doktorantem – przedstawia się drugi. Wręczam swoją portalową wizytówkę. Coś niezwykłego musi się zdarzyć, coś w stylu Jacka, przebiega mi przez głowę taka myśl. Bo to niemożliwe, jechałem do zamkniętej katedry, a teraz spotykam się z fachowcami od historii tego miejsca. Kiedy dowiadują się, że szukam  klasztoru z ochotą zgadzają się zaprowadzić mnie tam gdzie stał. Idziemy rozmawiając. Okazuje się, że oni wiedzą o dominikanach wszystko to co zostało odkryte w słowie pisanym, teraz i przed wiekami i chcą przywrócić pamięć o nich w tym mieście. Opowiadam im o dokonaniach portalu Jackowego. -

  teren_klasztoru_01 tu_stal_dom_zakonnikow_01

Jesteśmy na miejscu- zatrzymuje się Pan Grzegorz – tu stał klasztor. Rozglądam się wokół, widzę tylko blaszane stragany i garaże, bezładnie rozstawione i jakieś rudery – Klasztor tu – odzywam się z niedowierzaniem. – Tak tu, niech pan spojrzy w kierunku tego blaszaka, stoi na podniesieniu gruntu, a właściwie na murach dormitorium zakonników, a tam – wskazuje na placyk- tam stała stodoła albo zabudowania gospodarcze, tam gdzie to drzewo.

szkic_klasztoru_01
mapa_01
mapa_1

Dyrektor bierze patyk i nim kreśli na ziem plan klasztoru - Tu stał kościół św. Idziego- oznacza krzyżem miejsce jego lokacji na planie – to będzie tam wskazuje na pobliski budynek mieszkalny, ten budynek stoi na miejscu dawnego kościoła św. Idziego. Klasztor zlokalizowaliśmy na podstawie dawnych rysunków i własnych prac wykopaliskowych, które tu prowadziliśmy przed rokiem. Znaleźliśmy tylko kilka cegieł, jak to na takim rumowisku i zaznaczyliśmy obrysy fundamentów budynków i murów, jeszcze nie wszystkie. W piwnicy jednego z domów na domniemanym miejscu kościoła odkryliśmy zarys murów prezbiterium św. Idziego. – Chce pan zobaczyćTak -odpowiadam z pośpiechem. Wchodzimy do jakiegoś starego budynku stojącego w ruinie, a mimo to zamieszkałego.

dscn0504_01
wejscie_do_domu_01

Pan Błażej otwiera drzwi do piwnicy. Czuje się zapach stęchlizny, wąskie pionowe zejście schodami w głąb. Na szczęście pali się żarówka. Na zabiegu betonowych schodów zatrzymujemy się. - To tu – wskazuje miejsce pan Grzegorz, odsuwając warstwę piasku butem. Widzę cegły ułożone na wzdłuż linii łuku. Łuk wychodzi z jednej ściany domu i znika w przeciwległej. W tym fragmencie są cegły średniowieczne, a sposób ich ułożenia wskazuje na element muru prezbiterium kościoła św. Idziego. Kiedyś tak koło Samarkandy odkrywałem grobowiec syna Tamerlana – przypominam sobie. Jesteśmy w piwnicy domu, który zbudowano na miejscu kościoła. Na szczęście dla historii, dom chyba pójdzie do rozbiórki, bo się powoli rozpada. Może kiedyś archeolodzy odkopią te średniowieczne fundamenty i ukaże się kościół w którym św. Jacek sprawował Mszę Świętą i głosił kazania.

stopnie_do_piwnicy_01
zarys_podlogi_01

Ponownie dotknąłem prawdziwej i zapomnianej historii. Po wyjściu z „kościoła” idziemy do biura Muzeum znajdującego się nieopodal w Pałacu Biskupim. Tam dyrektor sięga na półkę i pokazuje mi cegłę z odciskiem łapy psa – To znaleźliśmy w wykopaliskach na miejscu klasztoru. A ja doznaję olśnienia- to przecież znak dominikanów - „Pańskie Psy” pozostawiły swój ślad dla nas. W pierwszej chwili Panowie są zdezorientowani moim stwierdzeniem, kiedy przypominam im znaczenie słowa „ Domini Canes”(łac.) – potwierdzają z zaskoczeniem. Pan Błażej z którym spędzam na rozmowie jeszcze długi czas kseruje mi, ze zbiorów muzeum, fragmenty różnych książek i artykułów o dominikanach z Kamienia Pomorskiego. Wieczorem, napełniony wrażeniami z tego dnia wracam do domu z refleksją, że pozostał po nich ślad łapy psa na cegle, jako pieczęć, która przetrwała próbę wieków i zaprasza do dalszych odkryć.  

Św. Jacku, wspomagaj swoim wstawiennictwem prace Muzeum i jego Dyrektora, jak również władze miasta i mieszkańców, aby na nowo odkryli wielką historię dzieł dominikanów w Kamieniu Pomorskim i na Pomorzu Zachodnim.