Dziś w przededniu pogrzebu papieża Franciszka odnalazłem moje wspomnienie z odejścia św. Jana Pawła II.
Śmierci wielkich ludzi zawsze towarzyszą wielkie emocje w sercach, które ich kochają. Napisałem to wspomnienie 20 lat temu i teraz dzielę się nim w dniu dniach przeżywania odejścia papieża Franciszka bliskiego nam przecież, ale inaczej..
Pan odwołał Jana Pawła II do domu Ojca.
"Nie można oddać słowami tego co czuje serce i dusza, bo cokolwiek by człowiek powiedział to i tak będzie mało."
Dotykam komputera o godzinie 1 minut 37 w dniu 3 kwietnia w 2005r w niedzielę .
W kalendarzu liturgicznym jest to„ Niedziela Biała” , czyli Święto Miłosierdzia Bożego, będące świętem, ustanowionym przez Jana Pawła II. W takiej samej minucie cztery godziny temu a więc w sobotę w dniu 2 kwietnia w wigilię tej niedzieli, Chrystus otworzył bramy nieba naszemu Papieżowi na zmartwychwstanie do życia wiecznego. Trzeba zauważyć, że niezwyczajny wybrał czas..
Dopiero co przed chwilą wróciliśmy z Gdańska do Niestępowa. Jak tysiące ludzi tak i my pojechaliśmy na ten czas do kościoła, do naszej Katedry. Ćma ludzi w Katedrze, bez szans na dostanie się z mamą do środka. Zakręciliśmy więc na Zaspę pod pomnik Papieża. Tu też ludzi masa, ale jest więcej miejsca i można było się przyłączyć do wspólnej modlitwy. Nadto, mama mogła zostać w samochodzie i uczestniczyć z nami z daleka w tej modlitwie. Dużo świec ludzie zapalili. Pod pomnikiem było od nich jasno. Migocące blaski jakby ożywiały uśmiechniętą twarz na pomniku Papieża. Wyć się chce z bólu i wzruszenia.
Miasto żyło dzisiaj mimo późnej pory jak i wczoraj i przedwczoraj dużo samochodów na ulicach było o tej porze , ludzie jakoś kręcili się szukając między sobą miejsca na tę noc
Nie minęły dwie doby od pierwszych niepokojących informacji a jednak zakończyło się jego życie. Nie, ono nie zakończyło się, ono się zmieniło, dociera to do mnie powoli - Papież żyje !
Wspominam i opisuję ze wzruszeniem czas przed Jego śmiercią.
Zmarł w sobotę, ale odejście Ojca Świętego zaczęło się dla nas już w piątek, po pierwszym komunikacie w serwisach nocnych. Po północy, Ania zadzwoniła, gdyż usłyszała jadąc do domu, że z Papieżem jest źle i może umrzeć. Włączyliśmy natychmiast telewizor , wiadomości były zatrważające, rzeczywiście stan choroby groził w opinii lekarzy śmiercią. Dzień był smutny wszyscy nasłuchiwali w napięciu wiadomości z Watykanu. Tego piątkowego wieczoru pojechałem z Anią do katedry w Oliwie, aby pomodlić się za powrót Papieża do zdrowia. .
Byliśmy już blisko Katedry ale na ulicy, kiedy przyszedł sms od Adama z Belgii
-„ CNN podała, ze Papież nie żyje”.
Wtedy nie uwierzyłem, że to mogło się to stać i zastać nas nieoczekiwanie na drodze.
Poinformowałem Anię o treści smsa . Ona odpowiedziała :
- To niemożliwe.
Ja też uznałem, że to niemożliwe , nie byłem gotowy na taką nagłą wiadomość. Odpisałem Adamowi bez namysłu .
- Nieprawda.
Tak też i było to nieprawdą. Któraś z włoskich stacji wyemitował taką informację a amerykanie ją powtórzyli i niezwłocznie zaraz zdementowali.
Mój syn, chyba też zatrwożony, był szybszy, za szybki z tym sms-em, bo omal zawału nie dostałem.
Tej nocy około drugiej godziny byłem jeszcze raz w katedrze oliwskiej, aby modlić się za Papieża. Czuwanie tu było jakby ważniejsze, mocniejsze. Nagle posłyszałem hałas przy wejściu do katedry, pustej już cichej i pogrążonej w mroku. Odwracam się i patrzę a tu wchodzi grupa chłopaków w skórzanych ubraniach, z ogolonymi głowami. Weszli w tę ciszę z podkutymi butami głośno tupiąc w kamienną posadzkę. Myślałem, ze na rozróbę tu przyszli ? Zacząłem kombinować, co zrobię w takim momencie, gotów rzucić się na nich ? Oni zaś upadli w ławkach na kolana i żarliwie się modlili. To był dla mnie szok. Boże - pomyślałem, już nic złego nie powiem na łysoli w skórach z nabitymi gwoździami, zanim bliżej ich nie poznam.
Wróciłem nad ranem do domu . Chciałem czuwać bez snu cała noc, aby nie przegapić chwili kiedy Papież odejdzie. Ale senność był silna. Było już około trzeciej . Zadzwoniłem więc do Jacka w Sydney,- nie odbierał, potem do Janka- on też z Sydney- odebrał telefon i poprosiłem, żeby mnie obudził jakby stało się najgorsze. Do łóżka wziąłem album o Papieżu. Czytałem trochę a potem przytuliłem się do zdjęcia na okładce i zasnąłem. Obudziłem się przed dziewiątą na telefon z pracy, na szczęście nie z Sydney, miałem dalej album z Papieżem w rękach. Tak rozpoczęła się sobota.
Koniecznie trzeba zapisywać myśli i zdarzenia, bowiem należy je zapamiętać takim jakimi były, aby stały się pokarmem dla duszy na dobrą i zła przyszłość. Powinnością naszą jest dawanie świadectwa dziełom Boga i trzeba to zrobić, nawet jak się nie chce.
Tak więc, nie jest ważne kto to będzie czytał to pisanie poza mną. Ważne jest tu pisanie o tych godzinach i nie dbam o to, kto i czy kiedyś poza mną będzie na tym ziarnie żniwował.
Piszę dalej.( PS. publikuję po 20 latach słusznie więc kiedyś myślałem)
- Chodziłem za wami , teraz wy przyszliście do mnie. Dziękuję. - powiedział konający Ojciec Święty , na wieść, ze cały Plac św. Piotra w Rzymie wypełniony jest młodzieżą modlącą się, aby pozostał z nami.
I my byliśmy z nim wczoraj i jesteśmy blisko dzisiaj, mimo że niektórzy z tak daleka zza mórz gór i oceanów. Duszą, sercem i myślami - wszyscy czuwamy przy nim w tych ciężkich godzinach
Nie tylko tak, bo i uszami w radiu, oczami w telewizorach w napięciu z lękiem oczekujący każdej wiadomości w nadziei , że idzie ku lepszemu i ze strachem w duszy, że może w tej sekundzie odszedł. W ludziach na ten czas pełne lęku jest to oczekiwanie, w szczególności na to co powie spiker w kolejnym wejściu na antenę tv lub radia. Specjalne komunikaty mediów w pierwszych sekundach niepewności tego co powiedzą przenikają duszę, aż bolą.
Drugą noc moja mama też nie śpi. Modlimy się. Płaczemy. Patrzymy w telewizor. Świat płacze z nami. Wszędzie. Na placu św. Piotra w Rzymie, przy oknie papieskim w Krakowie, na ulicach i w kościołach Europy i w krajach gdzie słońce wschodzi lub zachodzi - ludzie płaczą i są z Papieżem, ogarnęła ich jakaś globalna żałość, że Go już może nie być.
W tych ostatnich godzinach, On czuł naszą modlitwę, była dywanem po którym miał wstąpić do nieba. I to było wtedy ważne dla tego "transcedentalnego" związku wiernych ze swoim Pasterzem. My zaś reagowaliśmy jak zatrwożone owce w stadzie, zalęknione, że się od nas pasterz oddala. Szukaliśmy oczami duszy jego twarzy słów. Niemal każdy Go w swym życiu widział i słyszał .
Szukaliśmy w miejscach gdzie był a przede wszystkim w kościołach. Chodzili tam wierzący i niewierzący. Modlili się wszyscy: żydzi, muzułmanie , hindusi - jak świat wielki, tylko nie cerkiew prawosławna. To drugie płuco kościoła pożerała gruźlica, było chore .
W tych dniach, chyba od naszej miłości do niego, niebo oniemiało, bo nad Polską słońce i gwiazdy świeciły jasnym blaskiem wiosennych dni - pierwszych po długiej zimie. Wrażenie jest takie, jakby niebo rzeczywiście się otwierało i było jakoś odświętne przybrane a i ludzie na ulicach w te dni choć smutni i zatroskani to w jakiś inny sposób uroczyści. Ludzie mówili:
- płaczemy jak po kimś najbliższym, który odchodzi na zawsze, ale cieszymy się , że idzie tam gdzie zawsze dążył i gdzie go znów spotkamy. To były wyznania miłości i wiary. Aleja z modlitwy ułożona pokazywała kierunek do nieba. Miał na nią wstąpić.
Jak to było?
Kiedy wspominam tę godzinę, zdumiewam się w głębi serca , albowiem w chwili kiedy On umierał, siedzieliśmy przed telewizorem czekając na kolejny komunikat - myśl do mnie przyszła taka a nie wiem skąd i dlaczego?
- „Trzeba zawiesić portret Papieża w firmie w korytarzu naprzeciw wejścia „ Nagle jakoś to pomyślałem i zacząłem dzwonić do Władka, który był w tym czasie w biurze, aby niezwłocznie teraz to uczynił. Nieświadom jeszcze ,że w tej samej chwili Anioł Pański jest już w sypialni na trzecim piętrze Pałacu Apostolskiego i zaprasza Jana Pawła II do domu Ojca. Wtedy świat o tym jeszcze nie wiedział. Czy odebrałem jakiś sygnał ? Przypadek, na pewno tak , ale....
Dosłownie w chwilę potem w TVN 24 red. Miecugow, jakby z zaskoczenia powiedział jakoś cichym głosem, zawieszonym i drżącym, bez pewności i wiary w ich treść własnych słów.
- „Papież umarł ? . Chwila ciszy, głos mu uwiądł w gardle , dodał :
- „ nieoficjalnie podała tak telewizja włoska , ale nie ma potwierdzenia”.
- Mama cicho z przejęciem krzyknęła.
- „ Co? „
Wstrzymaliśmy i my oddech.
Za długą jak godzina sekundę, on zaś rzekł już zdecydowanie:
- „stało się”
i zamilkł , zawiesił głos potem dodał - urywając zgłoski,
- „ tt - tak - potwierdza to Reuter i Pap .
Wtedy i do nas dotarło, że to koniec. Mama wstała zapłakała i poszła kulejąc w kierunku swojej sypialni. Mieliśmy oboje z Anią w oczach łzy i jakąś żałość w gardle nie pozwalającą wydobyć głosu i pustkę w głowie.
Cisza.
Patrzeliśmy to na siebie, to na telewizję. Chyba chcieliśmy, aby to miecugowa „stało się” było jakąś mocą odmienione, jak wczoraj przed katedrą oliwską sms od Adama. Niestety, wiadomość była prawdziwa i bolesna..
Po chwili mama wróciła zapłakana z sypialni, łkając zaproponowała:
- może zmówimy za niego choć dziesiątkę różańca -.
Zapaliłem świece i postawiłem krzyż. Klęknęliśmy przy niej . Miała w ręce swój różaniec .
- Zdrowaś Mario łaskiś pełna Pan z tobą Błogosławionaś ty między niewiastami,
modliliśmy się plącząc po cichu. Trzymałem w swych rękach ich ręce.
Potem nie warto było już oglądać telewizora. Cisza, tylko świece migotały.
Maryja, -Jego Pani – Matka Przenajświętsza ujęła Jana Pawła II i prowadziła do Niebieskiego Jeruzalem a On szedł z nią uśmiechnięty, w górę jak niegdyś na tatrzańską wędrówkę.
Kiedy tak o tym myślę, to przypominam sobie wzniosłe chwile, na Hipodromie w Sopocie, Papież święcił nasz rodzinny dzwon dla kościoła w Niestępowie. Wpatrywałem się wtedy przez lunetę aparatu fotograficznego w jego białą postać na ołtarzu byłem daleko wokół było milion ludzi, za daleko. Wówczas postanowiłem, że dotrę blisko do niego i dotarłem, aby wziąć tę odrobinę świata z aureoli świętości jaka była wokół niego. Zbliżyłem się duchowo i fizycznie. Dwa lata temu byłem już o metr od niego, widziałem Ojca Świętego, gdy rozpostarł swe ramiona nad Placem św. Piotra a mnie się wydawało, że obejmował nimi cały świat. Dzięki Ci za to Boże mój.
Mam albumy, encykliki papieskie- zawsze mówiłem sobie; poczytam kiedyś. To kiedyś przyszło teraz, trzeba się teraz będzie pochylić samemu nad jego myślami i słowami on nam już nic od siebie nie powie. Dodrze, że jestem lepiej przygotowany aby to zrozumieć.
Karol Wojtyła. Narodził się dla nieba. Odmienił ziemię .Powiedział amen na chwilę przed śmiercią i powrócił do Domu Ojca jako Papież Jan Paweł II. Prawda na której opisanie nikomu talentu by starczyło.
Karol Wojtyła . Papież - Jan Paweł II. Odszedł. Nie umarł, choć nigdy już go nie ujrzymy wśród nas.
Właśnie, dlaczego jakoś nikt nie wypowiada słowa umarł. TVN 24 napisała na planszy Jan Paweł II nie żyje, nie napisali zmarł?
Ta pierwsza noc bez Papieża , umacnia jakoś mistycznie ludzi w wierze, świeci nowym światłem a w szczególności tłumaczy czym jest naprawdę jest życie i umieranie, zwłaszcza umieranie. Człowiek uzmysłwia sobie dzięki niemu znaną przecież prawdę, że to nie tragedia, tylko przejście do domu Ojca. I można tam iść bez łez i krzyku, bez lęku, jakie to trywialnie proste. Teraz wydaje mi się, że rozumiemy bardziej co znaczyło to „nie lękajcie się” kiedy on słowami Chrystusa mówił do nas, nie lękajcie się. Tu chodzi nie tylko o lęk przed wejściem na głębię życia i wiary , lecz również chodzi o przejście na drugi brzeg, na brzeg gdzie czeka nas wieczność. To była ostatnia homilia Papieża, tej wysłuchaliśmy wszyscy , mogliśmy jej dotknąć własną duszą i zmysłami.. Od niemego kazania w oknie pałacu, kiedy chciał przemówić, a głosu wydać nie mógł, to wówczas w tej tragicznej chwili, choć nic nie powiedział - przemówił bez wydania głosu i teraz już tak będzie na zawsze. Zjednoczył teraz nas wszystkich i związał swoją miłością tak, jak Chrystus w swej śmierci. Wierny był to sługa i uczeń Mistrza.
Jednakże, myśląc o tym wszystkim, trzeba dopuścić do siebie i ten obraz z naszej wiary, którego współczesny człowiek ze względu na jego wręcz dziecinną naiwność nie może tak łatwo zaakceptować.
Kiedy tu na ziemi miliardy ludzi żegna Jana Pawła II płaczem i smutkiem , tam w niebie chóry aniołów śpiewają „ho sanna na wysokości” radując się na jego przyjście. Przy tronie Bożym stoi Chrystus i Maryja i wszyscy święci a wokół radosne dusze on zaś między nimi, zmęczony i uśmiechnięty tym niezapomnianym uśmiechem dobrego człowieka .
Zdając Bogu sprawę mówi:
- Panie mój misja skończona, ziemia jest odmieniona, zasiałem na niej wszystko com otrzymał od Ciebie, ni ziarna nie zgubiłem.. Pracowałem nie szczędząc się i spójrz jak wielkie i piękne plony wydało. Teraz jest już wielkie żniwo ale większe będzie bo ziarno padło na glebę żyzną - na serca młodych i się przyjęło..
Jeszcze tydzień temu ten obraz z obietnicy Chrystusa nie dotarłby do mnie tak prosto i wyraźnie a przecież jeśli tak nie jest, to jak jest?
Mówiono przecież : przed nami, głębia, przepaść, czarna dziura, otchłań tak to przywykliśmy nazywać śmierć , tylko niektórzy zdobywali się na określenie Dobra Pani. Musimy pamiętać, że śmierć to jednakże skutek gniewu Bożego na który człowiek sobie sam zasłużył. Syn Boży umierał przez nas i za nas w męce i w bólu ale zmartwychwstał zwyciężając śmierć i szanta i wrócił do domu ojca zostawiając nam Ducha Świętego i obietnicę nowego życia w Jego królestwie. To wszyscy znamy, ale nie widzieliśmy tego nie było nas na Golgocie ani przy grobie ani w wieczerniku, nie byliśmy świadkami tej śmierci. Teraz zobaczyliśmy dobrą śmierć, jaką każdy zapewne chciałby umrzeć. Ta śmierć, inna niż Chrystusowa a równie jak ona pociągająca.
Ojciec Święty nauczył nas żyć i umierać z wiara i ufnością w Boga, byliśmy przy tym obecni na co dzień . Teraz wiemy bardziej co znaczy Jego wołanie - Jezu ufam Tobie..
W komentarzach radiowo telewizyjnych mimo smutku i bólu jak po stracie kogoś bliskiego zaczyna brzmieć nuta zazdrości, że on tam już jest.
Włosi modlący się na placu Świętego Piotra klaskali i wołali „ Niech żyje Papież”, tego nie da się zrozumieć.
Zmienił nam życie i umieranie jeszcze nie wiemy do jakiego stopnia ale czujemy, że na pewno.
Człowiek – następca św. Piotra, nie pytając nas o zgodę, zaprosił Ducha Świętego, aby odmienił oblicze tej ziemi i stało się , ziemia się odmieniła.
Słowo głoszone przez Papieża padło na glebę żyzną nie przemęczoną historią, nie wyjałowioną fałszywymi doktrynami, nie na nas starych, którzy pewnie się nie zmienimy , ale na grunt dziewiczy , zasłuchany w słowa Papieża i zakochany w nim - na młodzież i ona wyda Bogu miły plon w krainie do której my już nie wejdziemy. Na naszych oczach powstało pokolenie „JP II „ jako nasza nadzieja na lepszą przyszłość. Żadne tam wyzwolone hipisy albo zniewoleni zetemesowcy a po prostu ludzie Boga i wiary. Piękni i dumni jak aniołowie.
Jan Paweł II w dziele naprawy świata poszedł tak daleko ,że zrewolucjonizował kościół mówiąc , że to człowiek jest drogą kościoła a nie kościół drogą człowieka - jak było przed nim.
Zrobił jeszcze wiele wielkich rzeczy, które już zmieniły bieg historii. Tej historii nie pozostawi samej sobie zwłaszcza, że teraz jest On już u Pana Czasów i z nim planuje nasze dalsze losy i w tym jest obietnica dobrej przyszłości.
Osierocił nas ale nas nie zostawił, jest tam przy swoim Mistrzu i będzie orędował za nami, my mamy go tutaj wszędzie na ulicach w domach w bibliotekach w komputerach na zdjęciach, w filmach i w sercach .
Prawie każdy z nas jeśli nawet nie dotykał go ręką to dotykał go wzrokiem albo słyszał gdzieś z daleka jego charakterystyczny głos. Teraz jest blisko i tak to już zostanie. Żyje- choć nie żyje.
Szybko zrozumiemy tę nową prawdę tę dziejącą się nie 2 tysiące lat temu w Palestynie, ale teraz i tutaj – wszędzie wokół nas. To prawda o miłości człowieka do człowieka poprzez Boga .Jestem przekonany o tym.
Ludzie dzięki mediom nie mogą oderwać się od Papieża. Nie chce się w tych dniach nic innego robić, jak tylko patrzeć i słuchać. Wszyscy są głodni i spragnieni Papieża świadomi, że chwile tych niesłychanych rekolekcji jakie otrzymujemy w kościołach od kapłanów ale i od dziennikarzy jakoś przeminą i coś opuścimy. Zadumani i zasłuchani z łkaniem w duszy.
Niedziela, pierwszy dzień bez Papieża, świat zagłębia się w jego postać . Ja miałem jechać tam gdzie powinienem być dzisiaj, a znalazłem się w najlepszym dla mnie miejscu na ten wieczór i miałbym wielki żal do siebie gdybym nie zawrócił z drogi, aby tu być.
Dnia następnego w godzinę odwołania Papieża do domu Ojca byłem w kościele św. Mikołaja, który dominikanie otrzymali za sprawą św. Jacka, - mojego świętego.
O godz. 21.37, tej czarnej godzinie z dnia wczorajszego , zabrzmiały słowa kapłana .
-Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata, - Chrystus zstąpił na ołtarz.
Byłem w wieczerniku z Jezusem, do którego wczoraj o tej porze odszedł nasz Papież.
Duchu Święty Boże, dziękuję Ci za to, że mogę tak mocno przeżywać tę chwilę.
Nie zostałem zaproszony do stołu eucharystii , ale czekałem na okruchy jakimi karmi się moja dusza w tej wieczerzy.
Jak zawsze, gdy nie uczestniczę w komunii, dziękuję Bogu za naszego Papieża i proszę Przenajświętszą Trójcę o różne łaski a tych to mam zawsze całą litanię.
Nagle tak sama z siebie , zmieniła się treść mojej modlitwy.
- Janie Pawle II, wyszeptałem, módl się o zdrowie i pomyślność mojej rodziny do Pana Boga naszego.
Radość ogarnęła moje serce jak wtedy, kiedy w Słupsku powierzyłem swą pracę orędownictwu św. Jacka.
Boże dziękuje Ci za to.
Teraz będę modlił się słowami „Papieżu nasz, któryś jest w niebie.....................
Amen.
Pożegnanie.
I znów jest piątek, godzina 15.00 .
Świat oddał hołd Prorokowi naszych czasów.
Ten piątek zaczął się dla nas w czwartek. Życie nasze jakby ustało. Nikt nic nie chciał robić , wszyscy szukali siebie, rozmowy, radia z wiadomościami.
Zrobiłem spotkanie z pracownikami o 15.30 . Odmówiliśmy modlitwę „Ojcze nasz” za Papieża, i powierzyliśmy nasza firmę jego orędownictwu u Boga. Budynek jest udekorowany flagami, tak jak prawie wszystkie wokół nas, naprzeciw wejścia portret Papieża, pali się świeczka na lichtarzu z rury preizolowanej. Ludzi puściłem do domu i dałem im piątek wolny bez obowiązku świadczenia pracy. Niech będą z rodzinami , przecież inaczej nie można przebyć tego czasu.
Wieczór spędziliśmy w kościele w Niestępowie. Ludzi było pełno. Ksiądz Weltrowski miał wzruszającą homilię , głęboka i prostą . Potem pojechaliśmy do miast aby zdążyć zobaczyć te historyczne chwile, kiedy miasta oddają hołd Papieżowi. Było już po mszach żałobnych.
Na Alei Jana Pawła II na Zaspie linia zniczy od początku pasa startowego, aż po morze . Tam gdzie był niegdyś pielgrzymkowy ołtarz, stoi teraz pomnik Papieża, a wokół niego ludzie zamyśleni , modlący się i skupieni , płoną kolorowych zniczy. Podobnie pod Trzema Krzyżami przy stoczni , znicze i modlitwa, wiele młodzieży zostało po mszy , ludzie odchodzą i przychodzą. Na drogach mnóstwo samochodów, jak w dzień a to przecież północ. Spotykamy Janka z Ewą, też jeżdżą po kościołach . Jada jeszcze nad morze , my już wracamy. O pierwszej dzwoni Janek:
- wiesz , mówi to niesamowite ludzie na brzegu morza ustawili lampiony wzdłuż zatoki od Gdyni po Gdańsk linia świateł to niesamowite.
Tak . To niesamowite – odpowiadam.
Wracamy do domu.
Wczoraj wieczorem jaki i w nocy niebo płakało. Dziś łzy deszczu widać na drodze, ale już nie pada. Cisza, samochody nie jeżdżą, wszyscy we wiosce są przy telewizorach.
Ksiądz Weltrowski powiedział wczoraj w homilii:
- Ciało z ciała, krew z krwi , kość z kości narodu polskiego, dziś zstępuje na wieczność do grobu.
Przypominam sobie obraz z telewizji kiedy Papież uczestniczył w ostatniej mszy Wielkanocnej. Będąc chory w swoim apartamencie w pałacu watykańskim oglądał transmisje z pobliskiego placu św. Piotra na plazmowym telewizorze postawionym pod ołtarzem. On nie miał siły być ze swoim ludem , my nie możemy być tam ze swoim Papieżem, ale trzeba coś zrobić. Stawiam świece po obu stronach telewizora a na nim krzyż ten sam, który mama całuje jak ksiądz przychodzi do nas z komunia dla niej.
Tam daleko w królestwie światła i pokoju , spogląda na nas przez okno pałacu On obejmuje spojrzeniem nie tylko tych ludzi na placu ale i nas tu w Niestępowie.
Rzym zapełnił się wiernymi. Przyjechało ich ponad 4 miliony w tym 2 to Polacy. Flagi narodowe powiewają dumie nad placem - jak jakoweś poruszane wiatrem sztandary. Dwustu prezydentów i koronowanych głów , są wszyscy wśród nich 3 prezydentów Ameryki dwóch Polski i rabin z Rzymu.
Nie było takiego wielkiego człowieka i nie było takiego pogrzebu w historii świata i nie było takiego narodu jak my Polacy - Chrześcijanie.
Kardynał Ratzinger prowadzący msze powiedział:
_-Jest teraz w pałacu Pana i przez okno spogląda na nas i błogosławi nam.
Duch Święty był też na Placu ze wszystkimi, przysłał wiatr, swego służebnika do ostatniej ziemskiej posługi.
Papież mówił, że towarzyszy mu wiatr- rzucał słowa na wiatr. Bo wierzył w wiatr. Ten potężny wiatr, który wstrząsnął ścianami w wieczerniku w Jerozolimie. Wiatr Ducha Świętego był na Placu.
Przyszedł w sposób widzialny, tarmosząc szaty kardynałów. Podszedł do trumny zaraz potem jak kamerdynerzy ułożyli tę trumnę z drzewa cyprysowego, taką surową ze słojami zbitą bez gwoździa, na dywanie na ziemi przed Bazyliką i przed światem, - przyszedł aby jeszcze raz odczytać ewangelię.
Księża położyli na trumnie Pismo Święte- Ewangeliarz - dużą księgę w czerwonych okładkach i otworzyli ją na dwie strony.
Leżała cicho , nagle powoli wiatr zaczął przekładać jej strony . Do przodu i do tyłu . On ją czytał trwało to przez długą chwilę. Przekładał kartki w tę i we wtę -jakby ją kartkował . Potem podniósł okładkę i zamkną księgę na prawą stronę trumny. To było ostatnie papieskie nauczanie.
Potem nad głowami kardynałów Wiatr poleciał aby otworzyć Janowi Pawłowi II bramę do Bazyliki. Rozchylał ciężką bordową zasłonę wiszącą na bramie. Potem napiął się i przesuną wyraźnie gobelin z Chrystusem Zmartwychwstałym ze środka bramy na bok, na prawa stronę , zapraszał Papieża do wejścia do wieczności. Chrystus Zmartwychwstały otworzył mu drogę do wieczności w ten to symboliczny sposób i widzialny.
Msza trwała, świat oddawał hołd w ostatniej drodze.
Potem podnieśli go w dwunastu, wnieśli pod główną bramę, obrócili , aby mógł jeszcze raz spojrzeć na swoje owce i zabrali dobrego pasterza na wieczne odpoczywanie. Nie . Nie na odpoczywanie na wieczna pracę dla nas i za nas, naszego Papieża.
Przywódca. Ojciec Święty. Pasterz.
Na ziemi nie oszczędzał się nie spocznie i w niebie .
Powiedział:
- nie cały umieram. To co we mnie niezniszczalne trwa.
Niech trwa na wieki
Amen. Amen. Amen.
Biły dzwony tam na Watykanie jak i we wszystkich kościołach na świecie.
Wziąłem mój dzwonek kapitański i też dzwoniłem i płakaliśmy z mamą jak znikał w ciemnym korytarzu Bazyliki.
Pozostaliśmy tu na ziemi, my Polacy – od teraz Papieski Naród.
Świety. Święty. Święty .
Santo subito - wołały tłumy na palcu.
Ps. Zadzwonił Jacek z Sydney , mój przyjaciel Australia też była w żałobie